W pędzie — lecz zgoła dawnej nie rozpoznał siły
W biegu i w chodzie: dłonie z mozołem wznosiły
Ogromny odłam skalny, chwiały się kolana,
A krew mu w żyłach niemoc mroziła nieznana.
Rzucony drżącą ręką męża kamień srogi,
Nie trafiwszy do celu, padł w połowie drogi...
Jak nocą, wśród ciężkiego snu, na próżno chciwie
Zdajem się rwać do biegu w bezsilnym porywie —
Mimo żmudnych wysiłków, nogi krzepkiej za dnia
Nie ruszym, język skołczał, niemoc obezwładnia