I stałem się jako zbieg jeden przechodzący do nieprzyjaciół, i tam szukający obrony, gdzie mię pewna czekała zguba.
A imem15 dłużej milczał, tem ciężej rozpacz i nadzieja alterowały16 mię17.
Zaczem we dnie i w nocy obciążyła się nade mną bojaźń kary, a wrzód niebezpieczny jątrzył się, gdy go wewnątrz toczył robak sumnienia.
Obracałem się w ściśnieniu i dolegliwości mojej na wszystkie strony, upatrując, kto rozjątrzonej rany wyjmie mi ciernie.
Nie znalazł się nikt, kto by mi poradził, abo kto by na skancerowane sumnienie o pewnem powiedział lekarstwie.
Atoli przecie odetchnąłem, wspomniawszy, że dobry Pan, Pan w litości nieprzebrany i który przyszedł grzesznych zwoływać.
Poszedłem z chęcią do Niego, a oznajmiwszy grzech mój, nie taiłem przestępstwa mego.
Zgrzeszyłem przeciw Tobie, o stróżu ludzki! I czemuż wzdy18 cierpisz19 mię przeciwnym sobie?
Zdradziłem Pana, ale tej zdrady bardziej niż zguby własnej żałuję; i więcej mię niewdzięczność moja trapi niż zasłużona śmierć przed oczyma.
Przyjmże, o Boże, spowiedź winowajce20 twego, a racz miłościw być niezbożności upokorzonego21.