A ono Ty, Panie, jesteś obrońca mój i puklerz nieprzebity; siła moja, która chociaż poniży, znowu podniesie głowę moją.
Bo cóż wskórali i co za korzyść odnieśli, którzy się na zgubę moją sforsowali? Mało co mię umartwiwszy, sami w oczach moich marnie przepadli.
Rozmarzył chmielny trunek ukrainnego Spartaka, że i Rzymowi groził; kędyż jest wycięto242 drzewo, usechł pniak, pokruszyły się gałęzie.
Kędyż jest Ukraina? która po trzykroć sto tysięcy ludu szyzmatyckiego243 wyprawiła na wojnę, a teraz i na zupełną sotnię zdobyć się nie może.
I drugi się niewiele ucieszył, puste uroczyska reałami opłacając; albo i szwedzka furia, że króla straciwszy, coś się jej cegieł w Inflanciech dostało.
Węgierska hałastra poszła w Krym zabrana; a pryncypał w ostatniej rozpaczy skończył, z państwa degradowany.
Boś Ty, Panie, wygubił wszystkie, przeciwiające mi się bez przyczyny, i pokruszyłeś zęby grzeszników.
Ufam i dalej, że mię z paszczęki żarłoka wybawisz, a nad ludem swoim pokażesz miłosierdzie Swoje.
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi świętemu etc244.