— Tak by należało. Obawa tu wszakże zachodzi jedna — wagi niemałej... Gdy Jurasia nie będzie, Włoch miejsce jego zajmie...
— Otóż to! Trzeba więc Zawiślaka sprowadzić, a tamtego odsunąć...
— Łatwo to rzec. Ale sposób?
Szczerb na tył głowy odrzucił kołpaczek, czoło srodze namarszczył i trzeć je począł. Natężenie myśli z trudem mu przychodziło.
— Ba! — rzekł wreszcie uradowany. — Sposób jest — i gładki...
— Jakiż?
— Włocha w łeb i do Wisły, a Wieżę podpalić, by Jurach drapnął!
Dziewczyna zwróciła nań oczy zdziwione.
— Waści żarty się trzymają... — rzekła.
— Co zaś! — odparł urażony. — Nie do żartów mi. Chcesz waszmościanka? — pójdę zaraz i com rzekł, zrobię! Jakem Szczerb!