— Niemieckie też!
— I Szwedów nam nie trzeba!
— Precz z Bobolą!
— I z panną Orszulą!
— I z Myszkowskim!
— Silentium73! — zagrzmiał dowódca straży. — Crimen lesae Mareschali74. Węgry! Milicja! Oszczepnicy... przyspieszyć kroku!
Przez okna otwarte wychylali się otyli mieszczanie. Ci, nie wiedząc, o co chodzi, dopatrywali się winy w naturalnym swym wrogu: szlachcie.
— Podobno wojewodzińscy spichrz miejski napadli — opowiadał sąsiad sąsiadowi — szlachetnego patrycjusza zakłuli, dziewkę uczciwą porwali, dwóch pachołków zastrzelili...
— Nauczyć ptaszków moresu! Sąd „gorący75” nad nimi sprawić! Na gardle pokarać76!
— Dość już tej hańby! Mamyż czekać, aż na smyczę77 nas wezmą?