— I znowu wątpić muszę, czym na ziemi, czy w raju? — rzekł półgłosem. — I tegom również niepewny, czy białogłowa przy mnie, czy anioł?
Kobieta zaśmiała się i chustkę z twarzy odrzuciła.
— Raz więc nareszcie pozbądź się waszmość swych wątpień! — wesoło rzekła. — Alboż anioły bywają tak szpetne! Rzekłam, żem Basi krewniaczka; teraz dodaję, że Kalinowska jestem z ojca, a na imię mi Dobra.
— I to waszmościanka ranę mi opatrzyłaś?
— A któż by? U nas, prócz kulawego stróża przy składach, mężczyzny ani poświecić.
— I potrafiłaś wstyd białogłowski przemóc?
— Miałamże dla wstydu pozwolić, by waszmości krew uszła? I tak niemałoś jej postradał120.
— Któż waszmościankę z rannymi obchodzić się nauczył?
— Nieboszczyk rodzic mój, który umiejętność tę z jasyru tatarskiego przywiózł. Zwykł on był mawiać, że niewiasta, choćby najmłodsza, matką dla mężczyzny być winna...
— I waszmościanka do nauki jego stosujesz się?