— Tssss!... Nie tak głośno!... — szepnął Kleofas. — Choć nie fałsz to żaden, jeno prawda. Sam to kiedyś na Zamku rzekł!...
— Wypomną mu to przy okazji! A puncta owe?
Czerwony nos zanurzył się w papierach.
— Punctum pierwsze — czytać jął stary. — „Ten, który by in iusta defensione vitae, gravi lacessitus iniuria140 kogo zranił, arbitrio141 — sądu marszałkowskiego subiacebit142”.
— A drugie?
— „Trąbienia żadne, oprócz stołów i wjazdów przednich panów senatorów, także i na surmach grania, osobliwie w nocy, aby nie były”.
— Winy nie oznaczono?
— Nie.
— Hm... Bez szkody żadnej wyjść mogą.
— Nie powinni — ale mogą. Tak będzie, jak się marszałkowi podoba. Quod libet, licet143...