Gdzie owo wśród igraszek serdeczne wesele,

Kiedy piłkę wysoko, wysoko podrzucę?

Kiedy w gronie swawolnym po równinach lecę,

By schwytać wyrzuconą, albo odbić w górze?

Gdzie pobożność i wiara w Najwyższej Opiece,

Gdy się modlę w kaplicy albo do Mszy służę?

Z serca chłopczyny smutek nie ustąpił — owszem, wzrastać się zdaje.

— „Czy dzisiaj świat postarzał? Czy w oczach ściemniało?”... — powtarza za poetą z tak głębokim przejęciem się, jakby mu tę skargę własne życie i własne doświadczenie podyktowały.

A na drodze wciąż pusto. Żaden turkot od strony miasta nie nadlatuje.

I znów sięga do pamięci — prawie na głos mówi: