— Cóż więc postanowiłeś? — pytają Ossowskiego koledzy.
— Będę przez kilka lat uczył cudze dzieciaki i grosz do grosza ciułał. A gdy uzbieram potrzebny „fundusz”, wstąpię do gimnazjum — potem do uniwersytetu...
— Czym chcesz zostać?
— Wszystko mi jedno: lekarzem, adwokatem, urzędnikiem... Głównie chodzi mi o to żeby jak najwięcej umieć, wiedzieć!
Niewielkie oczy błyszczały mu ogniście na okrągłej, bladej twarzy. W kolegach budzi szacunek.
— Na Bonusia kolej!
Gruby Bonuś Smoliński, opędzając się Kozłowskiemu, który kłuje go w tłusty kark gałązką agrestu, pod pozorem, że muchy zeń opędza — przemawia wolno, z namysłem:
— Ja zostanę lekarzem... od zwierząt.
Chłopcy zaczynają się śmiać.
— Nie śmiejcie się. To dobry kawałek chleba.