— Bonusiowi zawsze chodzi najbardziej o chleb...

— Z serem!

— Albo ze szperką!

— To ty będziesz „wytryniarz”? — krzywi się pociesznie Kozłowski.

— No tak, albo co?

— Winszuję.

Bonuś milczy i nadyma się, myśląc o odparowaniu ciosu. Wreszcie mruczy z powstrzymywanym, grzechoczącym mu w gardle, śmiechem:

— Sobie powinszuj, bo możesz mieć u mnie darmo poradę...

Tamtemu oczy się iskrzą... Aby zażegnać burzę, Ossowski woła:

— Kozłowski niech mówi!