Koło północy wywleczono wielki krzak z podwórza na środek drogi i zapalono krzemieniem i stalą, bo przyniesienie ognia z domowego ogniska mogłoby, mimo rozsypanych pierwiosnków, dać złym duchom władzę nad wszystkim pod tą strzechą. Krzak rozpalił się i biesiadnicy rozpoczęli powolną procesję dokoła niego, za śladem przewodnika niosącego obręcz oplecioną liśćmi jarzębiny i bagiennymi nagietkami, a obejmującą dwie małe kule, jedną oklejoną złotym, a drugą srebrnym papierem, które miały wyobrażać słońce i księżyc. Posuwali się powolnymi krokami od lewej strony ku prawej, śpiewając jednocześnie pieśń gaelicką. Hanrahan z młodą dziewczyną stali we drzwiach zbyt zatopieni w sobie wzajem34, aby brać udział w tańcu. „Słońce i księżyc”, mówił poeta, „to mężczyzna i kobieta. To moja dusza i twoja. Wędrują one ciągle po niebiosach, związane jedna z drugą. Bóg je stworzył jedną dla drugiej. On stworzył słońce i księżyc, On też stworzył moją duszę i twoją jeszcze przed początkiem świata, On stworzył dla nich długi, słodki taniec miłości”.
„Mówią, żeś był, Hanrahanie, bardzo zepsuty”, odparła dziewczyna.
„Tak było”, odpowiedział, „dlatego żem nie spotkał35 dziewczęcia równie dobrego i czystego jak ty”.
A podczas gdy to stare jak świat pochlebstwo dzwoniło w jej uszach, taniec zmienił się; odrzuciwszy na bok obręcz z nagietkami i liśćmi jarzębiny, tancerze puścili się dokoła ognia, od prawej strony ku lewej, rączymi, wężowymi ruchy36, a pieśń jęła37 brzmieć głośniej i dziczej38.
„Patrz”, zawołał Hanrahan, „na ten taniec wężowy, taniec stworzony przez mądrych druidów. Czy nie podobny on do zakrętów i błądzenia namiętności? Czy nie słyszysz, jak namiętność woła głęboko, głęboko w twoim sercu: «W dal, w dal, w dal, gdzie bądź, gdzie bądź, gdzie bądź»? Ja słyszę to zawsze, zawsze. Pójdziemy w dal, ja i ty. Czyliż39 nie słyszysz pieśni o wielkich białych drogach, wołających, wołających? Przysłuchiwać się będziem40 kukułce, przyglądać łososiowi podrzucającemu41 się w rzekach, sypiać będziem pod zielonym dębów listowiem”. I tu zaśpiewał cichym głosem słowa z gaelickiej pieśni miłosnej: „Śmierć nigdy nas nie znajdzie w sercu wielkiego boru”. Spojrzał w dół na jej twarz; cienie tancerzy to rzucały ją w ciemność, to znowu dawały jej zajaśnieć w pląsających odblaskach ognia. „A gdyby nawet śmierć znalazła nas, to i cóż z tego? Nawet gdyby deszcze chłostać nas jęły, cóż z tego? Nawet gdyby wichry zwiać nas zechciały, cóż z tego? Toć42 znaleźliśmy już to, ku czemu bory rozpościerają swe zielone namioty, ku czemu gwiazdy zapalają swe świece”. Pochylił się ku niej, pocałował ją w czoło i przyciągnął bliżej do siebie.
Żona farmera przywołała zaufaną przyjaciółkę Brygidę Purcel na stronę i obie zatonęły w rozmowie pod cieniem stogu, przerywając często swe wynurzenia, aby wskazywać sobie wzajem postacie tamtych dwojga, gdy rzadkie i nagłe rozżarzenia się ognia ukazywały parę ich oczom. „Ileż on serc dziewczęcych unieszczęśliwił”, mówiła farmerka, „ileż dusz dziewczęcych gorzkimi przyćmił wspomnieniami. Ach, ileż dziewczęcych żywotów widokiem szyderczych napełnił twarzy. Ileż dziewcząt odciągnął od modlitw i szycia, i zamiatania, i od miejsca przy ognisku rodzinnym tym swoim słodkim, szczwanym językiem”.
„To prawda, Małgorzato Brien”, odrzekła tamta, „ale gdybyś przepędziła poetę gaelickiego ze swego domu, wielkie byłoby gadanie i czarny istotnie byłby to postępek”.
„O, żem też pozwoliła43 mu wejść!”.
„Mogłaś właściwie nie puścić go do domu, bo dom człowieka jest jego własnością, i możesz zrobić to teraz jeszcze: obmyśl coś dowcipnie, aby znalazł się za drzwiami, a wtedy zatrzaśnij je i zarygluj. Za dawnych czasów klątwa poety mogła wysuszyć zboże w ziemi i mleko w wymionach krów, ale ponieważ bronisz tu swoich praw i nie robisz krzywdy, może ci to ujść bez szwanku44. Siedem lat wisi taka klątwa w powietrzu, ale jeżeli będziesz miłosierna dla ubogich i jeśli płacić będziesz księdzu, co mu się należy, wsiąknie w ziemię i w morze i rozpuści się bez śladu albo spadnie na niego samego, gdy ósmy rok nadejdzie”.
„Powiedz mi, Brygido, jak wywabić go poza drzwi, bo wiedzę masz na języku”.