Na tym człowieku: to był twój małżonek.

Patrz teraz ówdzie339, to twój mąż dzisiejszy;

Jak zaśniedziały kłos, zarażający

Zdrowego brata. Maszli340, pani, oczy,

Żeś mogła rzucić to górne pastwisko

Dla paszy na tym bagnie? Gdzie masz oczy?

Nie możesz tego tłumaczyć miłością,

Bo w twoim wieku krew nie war341, pokornie

Słucha rozwagi, a jakaż rozwaga

Mogłaby kazać przenieść to nad tamto?