Do mego domu pod strażą wyprawić.

Ale gdym poszła zaspokoić ludzi,

Których pokrzywdził w dzikim paroksyzmie,

Nie wiem, jak umknął z rąk swoich strażników

I w towarzystwie szalonego sługi

Wpadł na nas z mieczem, ścigał bez litości,

Aż przerażony tłumem dobrych ludzi,

Chętnych nam pomóc, związać go na nowo,

Schronił się nagle w te klasztorne mury.

Na rozkaz ksieni zamknięto nam bramy