W krzykliwym tłumie ulicznej gawiedzi,

Z nią doktor Szczypak, łotr z wywiędłą twarzą,

Prawdziwy szkielet, kuglarz obszarpany,

Zgłodniały prorok, czysty trup chodzący.

Łotr się ten podjął roli czarownika,

Patrzał mi w oczy i pulsy mi macał,

I śmiał bezczelnie żonie mej powiedzieć,

Że niewątpliwie diabeł mnie opętał.

Więc zaraz gawiedź rzuciła się na mnie

I związanego niosła jak barana,