Bez tchu, zaledwo zdolny wybełkotać

Goneril, pani swojej, pozdrowienie;

Oddał list, który czytali z pośpiechem,

Zwołali orszak, bez najmniejszej zwłoki

Dosiedli koni, a z zimnym spojrzeniem

Dali mi rozkaz, bym gonił za nimi

I na odpowiedź ich cierpliwie czekał.

Tu, gdy spotkałem drugiego posłańca,

Co pozdrowieniem swoim zatruł moje

(A tym posłańcem był właśnie ów panicz,