BAPTYSTA
Signor Petruchio, jakże stoi sprawa?
PETRUCHIO
Alboż inaczej może stać jak dobrze?
Moje zaloty nie mogły być marne.
BAPTYSTA
No, jak tam, córko? Jak zawsze uparta?
KATARZYNA
Zowiesz mnie córką? Nie można zaprzeczyć,
Żeś mi dał dowód ojcowskiej czułości,