„Wina”, zawołał, „wiwat, wiwat!” krzyczał,

Jak na pokładzie sternik do swych ludzi

Po strasznej burzy; gdy kielich wychylił,

Plusnął mętami na twarz zakrystiana,

Dając za powód, że biedaka broda

Zbyt rzadko rosła, chudą miała minę,

Jakby prosiła o napitku męty;

Potem swą żonę uchwycił za szyję,

Z tak głośnym cmokiem usta jej całował,

Że się po całym rozległo kościele.