Twą dłoń waleczną, kalectwo twej córki;

Patrz na wygnańca, z którego oblicza

Straszny ten widok krew całą wygonił;

Patrz na mnie, brata, co stoi przed tobą

Zdrętwiały, zimny jak posąg z kamienia.

Już twej boleści sprzeciwiać się nie chcę:

Rwij włos twój srebrny, pozostałą rękę

Rozdzieraj zębem, niechaj na ten widok

Oczy się moje zamkną nieszczęśliwe!

To czas na burze; czemuś tak spokojny?