Wszystko gotowe na jego przyjęcie.

Moją Anusię i mojego synka,

I kilka chłopiąt jednego z nim wieku

Ubierzem w suknie białe i zielone,

Jak bandę duchów, wróżek i bogunek,

Z grzechotką w dłoniach, z pochodnią na głowie.

Jak tylko Falstaff przybliży się do nas,

Niechaj od traczów rowu z krzykiem wpadną,

Gdy my, spłoszone, zaczniemy uciekać,

Niech go otoczą, i wróżek zwyczajem