Cela O. Laurentego.

(O. Laurenty sam).

Brat Jan (za sceną). Otwórz, wielebny ojcze franciszkanie.

O. Laurenty. Toć nie czyj inny glos jak brata Jana.

(Otwiera drzwi).

Witaj z Mantui! Cóż Romeo? Masz-li
Ustną odpowiedz jego, czy na piśmie?

(Wchodzi Brat Jan).

Brat Jan. Kiedy za jednym bosym zakonnikiem
Naszej reguły, który miał iść ze mną,
I był przy chorym, poszedłem na miasto
I jużem znalazł go, miejscy pachołcy,
Podejrzewając, żeśmy byli w domu
Tkniętym zarazą, opieczętowali
Drzwi i nie chcieli nas puścić na zewnątrz.
Nie mogłem się więc udać do Mantui.

O. Laurenty. Któż tedy zaniósł mój list do Romea?

Brat Jan. Nikt go nie zaniósł—oto jest; nie mogłem
Ani go posłać do Mantui, ani
Wam go odesłać, tak nas pilnowano.