Ni słońca, ni księżyca;
Zakryłam swoje lica,
Rodzica smętnych.
A czasu wciąż bezmiary,
Na mą zbolałą głowę,
Długie godziny nowe
Sypią jak popiół.
I legnę pośród prochu,
I skończę jak ballada,
I jako lampa blada
Ni słońca, ni księżyca;
Zakryłam swoje lica,
Rodzica smętnych.
A czasu wciąż bezmiary,
Na mą zbolałą głowę,
Długie godziny nowe
Sypią jak popiół.
I legnę pośród prochu,
I skończę jak ballada,
I jako lampa blada