Nie szydzę, pani. Wierzyłem niezłomnie

W wszystkie twe słowa: «Kochaj mnie wieczyście!

Wiosna! Na drzewach, patrz, pachnące liście!

Wiatr szumi! Słońce świeci! O, pójdź do mnie!»

Lecz nim odejdziesz, pozwól, w twoje oczy

Raz jeszcze spojrzę. Ich czarem spowity,

Mówiłem zawsze: «Żywe chryzolity8,

Lśniące w głębinach miłosnej roztoczy...».

Lecz nim odejdziesz, pozwól, niech popieszczę

Twoje przesłodkie, rytmiczne kolana,