Więc wziąłem na kieł158: bądź zdrów, Alwarze!

Cichaczem zbieram swoje manatki,

Kęs chleba, soli — w jednej czamarze159

Szabelka przy mnie — czmychnąłem z klatki.

Dzień prawie cały biegłem bez ducha

Przez rowy, lasy, kwitnące niwy;

Aż głód zawzięty, w gardle posucha

Dały mi wiedzieć, żem przecie żywy.

Tedy do siebie przyszedłem wreszcie;

Lecz kapsa160 chora, a głód uciska,