Po rynnie zjeżdżał prysznicowy wirtuoz,

który zmieniał skarpetki raz na ruski rok,

raz na zawsze chciał skoczyć na piwo.

Malarka spod piątki, pogotowie seksualne

w kotłowni, lekką ręką pomagała kolegom.

Upośledzony wujek Józek, najlepszy model

na Wydziale Plastyki, tańczył na płytkach,

w kuchni, jakby rozgrywał partie szachów.

Tam byłam chiromantką, łaziłam po liniach

życia i serca jak akrobatka.