Po kąpieli mama wyczesywała wszy

gęstym grzebieniem na Trybunę Ludu.

Kiedy zgniatała przezroczyste owady

na łysinach dygnitarzy, zapukał listonosz.

W turbanie nasączonym trującym płynem

wyprowadzili mnie na strych.

Podziwiałam miniatury na jajach gołębich,

seledynowe kiełki owsa pod plandeką,

od zapachu płynu spuchł mi przełyk,

nieprzytomną zawlekli mnie do łóżka,