Ojciec wybiegł na dwór w drelichowej kurtce,

kapcie ślizgały się na oblodzonej miedzy,

śmigały kryształy berberysów, płot, drzewa

jak tłuste baranki. W potrzasku szarpała się samica,

litościwe słońce rozszczepiało ją na śniegu.

Kurze oko

Zimny kwiecień, kurczęta dojrzewały

w klatce pod ogromną żarówką.

Podawałam im poszatkowany pokarm:

gotowane jajka, krwawnik, wodę na denku.