na liście Wildsteina, który na portierni szkoliłeś

robotników, aby kasowali w datownikach karty pracy

jak chore, białe języki, odźwierniku posyłający

papier na sponiewieranie, biegający na pochody,

na zabawy, na odpusty, Don Juanie wiejski,

felczerze od wszystkich boleści, ratowałeś

moje życie psim sadłem, niech mnie pamięć myli,

królu hipochondryków umierający codziennie

na jedną z pięciuset stron Medycyny Domowej.

Niech będzie przeklęty ten sinawy zimorodek,