Wieczorem siedzi z dziadkiem na ganku,

podaje mu lodowata rękę, ogląda gwiazdy,

nieruchome punkty, majaczący blask w głogu.

Słyszy miarowe bicie źródła w stawie.

Dziadek całuje ja w czoło.

Jego usta błysk w pajęczynie,

dłonie spuchnięte króliki w niebieskim sitowiu

tną krajzegą deski na nowe łóżka,

na wszelki wypadek, dla nowych gości.

Co będzie, gdy dorośnie? Przejrzy na oczy