Jak gdyby w pogoń wyrusza za nami
I za okrętem, jak chorągiew biała,
Ciągnie, na pokład wpadając bez mała.
Lecz już i one wydążyć5 nie mogą.
Żałosnym krzykiem żegnają nasz statek,
Jakby nam stały w mrok, przed długą drogą,
Jakieś lamenty sióstr, kochanek, matek...
Zniknęły — tylko jedna z mew, uparta,
Czuwa nad nami wciąż jak wierna warta.
Patrząc tak na nią wśród powietrznej sieci