Przez okienko...
Wyciągałem w jego stronę
Drżącą dłoń
I mówiłem cicho, miękko,
Pieszczotliwym głosem doń:
«Witaj, witaj, gościu miły,
Druhu stary!
Czemuś blady, jak z mogiły
Duchów rój?
Jak grobowce, zimne mary,
Przez okienko...
Wyciągałem w jego stronę
Drżącą dłoń
I mówiłem cicho, miękko,
Pieszczotliwym głosem doń:
«Witaj, witaj, gościu miły,
Druhu stary!
Czemuś blady, jak z mogiły
Duchów rój?
Jak grobowce, zimne mary,