— A kto je będzie słuchał nieśpiący — ciągnął pisarz — tego uszy staną otwarte na wszelkie słowa mówiące i pisane. I stanie mu się we łbie jasno, mówił ksiądz pleban...
— To już wiemy!
— I... pozna wszelkie arkana wiary naszej przenajświętszej i będzie jako on filozofus, który okiełznał emanacyę...
— O czemże wy gadacie? — szarpnął go Jędrek za rękaw.
Pisarz, zbity z tropu tak niesłychaną uwagą, chrząknął raz, chrząknął drugi raz, wreszcie wychylił duszkiem stojącą przed nim szklankę.
— Bieda jest, bo jest! — począł, ocierając usta.
— Tak mówcie! — wrzasło paru — co tam filozofy!...
— A wiecie, skąd się bierze?
— Ba! Kadukby ta odgadł... Przyszła i jest psiapara.
— A co gadał ksiądz pleban?