Zalatywało grzybami, żywicą i rozprażonym bajorem439.
Naraz jastrząb wyprysnął nad las, zatoczył krzyżem nad polami, ważył się chwilę i spadł kiej440 piorun we zboża...
Antek porwał się bronić, ale już było za późno, posypała się kurzawa piór, zbój uciekł, jękliwie zakrzyczały kuropatki, a jakiś zajączek zestrachany gnał na oślep, jeno mu bielało podogonie.
— Jak se to wypatrzył! Rabuś jucha! — szepnął siadając z powrotem — cóż, kiej441 i jastrząb musi się pożywić i choćby ta glista najmarniejsza. Takie już urządzenie na świecie! — medytował okrywając Pietrusiową gębusię, gdyż pszczoły brzęczały nad nią zawzięcie, a jakiś kosmaty trzmiel buczał nieustannie.
Spomniał442 sobie, jak to jeszczek443 niedawno wydzierał się na wolę444, do tych pól, jak mu to dusza dziw nie uschła z tęsknicy!
— Wymęczyły me445, ścierwy! — zaklął nie ruchając się już z miejsca, bo tuż przed nim z żyta wyściubiały lękliwe głowy przepiórki nawołując się po swojemu, ale w mig się pokryły, gdyż cała banda wróblego narodu spadła na brzozy, stoczyła się w piach jazgocząc zapamiętale, tłukąc się a bijąc i swarząc, aż ścichły nagle przywierając do miejsc, jastrząb znowuj446 zakołował i tak nisko, jaże447 cień leciał po zagonach.
— Dał wam radę, pyskacze! Akuratnie bywa takusieńko z ludźmi! Więcej zrobi z niejednym pogrozą448 niźli skamłaniem — rozważał.
Pliszki się pokazały pobok449 na drodze, trzęsły ogonami szwendając450 się tak z bliska, iż skoro poruszył ręką, odleciały za rów.
— Głupie! Mało co, a byłbym którą chycił451 la452 Pietrusia!
Wrony wylazły z lasu, maszerowały koleinami wydziobując, co się dało, ale poczuwszy człowieka, jęły ostrożnie, z przekrzywionymi łbami zazierać453 w niego i obchodzić, podskakując coraz bliżej, a stopercząc454 obmierzłe, zbójeckie dzioby.