— Co tam Michał! Za swoim profitem565 gania i z dworem trzyma, to juści566, co567 mu naród nie zawierza. Słuchają, ale za nim nie pódą568...
Porwał się kowal, gorąco przedstawiając, jako tylko chodzi mu o dobro wsi, jako jeszcze dokłada swojego, bych jeno569 tę zgodę przeprowadzić.
— Żebyś w kościele przysięgał, a też ci nie uwierzą — mruknął Mateusz.
— No, to niech kto drugi spróbuje, obaczymy, czy poredzi570! — wołał.
— Pewnie, że kto drugi musi się zabrać do tego.
— Ale kto? Może ksiądz albo młynarz? — rozlegały się szydliwe571 głosy.
— Kto? Antek Boryna! A jakby i on nie przywiódł wsi do rozumu, to już trza wypiąć plecy na cały jenteres572...
— Cóż ja? Któż to me573 posłucha, co? — jąkał zmieszany.
— Masz rozum, pierwszyś teraz we wsi, to cię wszystkie574 posłuchają.
— Prawda! Juści! Ty jeden! My pójdziem za tobą! — mówili skwapliwie, ale kowalowi było to cosik575 nie na rękę, bo zakręcił się niespokojnie, skubał wąsy i zaśmiał się zjadliwie, skoro Antek powiedział: