— Przeciek576 nie święci garnki lepią, mogę i ja poprobować, poredzimy se577 o tym którego dnia.
Zaczęli się rozchodzić, ale jeszcze każden z osobna brał go na stronę namawiać, przyobiecując pójść za nim, zaś Kłąb mu rzekł:
— Nad narodem578 zawdy579 musi ktoś górować, co ma rozum i moc, i poczciwe baczenie.
— A poredzi, jak potrza, i kijem ziobra zmacać! — zaśmiał się Mateusz.
Rozeszli się, ostał jeno pod oknem Antek z kowalem, bo Rocho klęczał na ganku zatopiony w pacierzach.
Długo deliberowali w głębokiej cichości. Że słychać było jeno580 Hankę krzątającą się po izbie; strzepywała pościele, obłócząc581 w czyste poszewki, to myła się długo jakby na jakie wielkie święto, a potem rozczesując włosy pod oknem wyzierała582 na nich coraz niecierpliwiej, pilnie nadstawiając uszów, gdy kowal zaczął mu cicho odradzać, aby sprawy poniechał583, gdyż z chłopami nie trafi do ładu, a dziedzic jest mu przeciwny.
— Nieprawda! poręczył za nim w sądzie! — rzuciła przez okno.
— Kiej lepiej wiecie, to mówmy o czym drugim... — zły był jak pies.
Antek powstał przeciągając się sennie.
— To ci jeno rzeknę na ostatku: puścili cię jeno584 do sprawy, prawda? zwiążesz się w cudze jenteresa585, a wiesz to586, jak cię zasądzą?...