Antek przysiadł z powrotem i tak się srodze587 zamedytował, że kowal nie doczekawszy się odpowiedzi poszedł do domu.

Hanka kręciła się kole588 okna, raz po raz wyglądając na niego, nie dosłyszał, że ozwała się w końcu lękliwie a prosząco:

— Pódzi589, Jantoś590, pora spać... Utrudziłeś się dzisia niemało...

— Idę, Hanuś, idę... — podnosił się ociężale.

Jęła się prędko rozdziewać591 szepcąc pacierz roztrzęsionymi wargami.

— A jak me592 zasądzą na Syberię, to co? — myślał frasobliwie, wchodząc do izby.

V

— Pietrek, przynieś no drewek — krzyknęła sprzed domu Hanka, rozmamłana była całkiem i omączona przy wyrabianiu chleba.

W szabaśniku593 huczał już tęgi ogień, przegarniała go raz po raz i leciała obtaczać bochny i wynosić je w ganek, na deskę ździebko594 wystawioną w słońcu, bych595 prędzej rosły. Zwijała się siarczyście, gdyż ciasto prawie już kipiało z wielkiej dzieży596, przyokrytej597 pierzyną.

— Józka, dorzuć do pieca, bo trzon jeszczek598 czarniawy!