Ale Józki nie było, a Pietrek też się nie kwapił599 z posłuchem, nakładał w podwórzu gnój, oklepując czubaty wóz, bych600 się nie roztrzęsał601 po drodze, i spokojnie poredzał602 ze ślepym dziadem, któren603 pod stodołą wykręcał604 powrósła605.

Popołudniowe słońce tak jeszcze przypiekało, że ściany popuszczały żywicą, parzyła ziemia i powietrze prażyło kiej606 żywym ogniem, że już ruchać się607 było ciężko. Muchy jeno608 kręciły się z brzękiem nad wozem i konie dziw nie porwały postronków i nóg nie połamały szarpiąc się i oganiając od ukąszeń.

Nad podwórzem wisiała senna, przygniatająca spieka609, przejęta ostrym zapachem gnoju, że nawet ptaki w sadzie pocichły, kury leżały pod płotami kieby610 nieżywe, a prosiaki z pojękiwaniem rozwalały się w błocie pod studnią, gdy naraz dziad zaczął srogo kichać, bowiem z obory zawiało jeszcze barzej611.

— Na zdrowie wama612, dziadku!

— Nie z trybularza wieje, nie, a chociem613 i tego zwyczajny614, ale zawierciło w nosie gorzej tabaki.

— Kto czego zwyczajny, to mu smakuje!

— Głupiś, cóż to, łajno jeno615 wywąchuję po świecie!...

— Rzekłem, bo mi się przybaczyło616, co tak mi pedział617 mój dziadźka we wojsku, kiej618 me619 przy uczeniu pierwszy raz sprał po pysku...

— I wzwyczaiłeś się do tego, co? Hi! hi! hi!...

— Hale, bogać ta, kiej620 rychło621 sprzykrzyła mi się taka nauka, że przycapiłem ścierwę w jakimś kącie i tak mu pysk wyrychtowałem, jaże622 spuchnął niby bania. Już me623 potem nie bijał624...