— Odebrałeś to już swoje gronta804?
— Jeszczek805 nie wyszedł czas po śmierci ojcowej i nie można robić działów, alem se806 już upatrzył pole.
Za rzeką pomiędzy olchami mignęła jakaś twarz, zdało mu się, że to Jagusia, więc chociaż pogadywał, ale już coraz niespokojniej latał oczami po gąszczach nadrzecznych.
— Taki gorąc, trza się iść wykąpać — rzekł wreszcie i poszedł w dół rzeki, niby to wybierając sposobne miejsce, ale skoro go skryły drzewa, puścił się pędem.
Juści, że ona to była. Szła z motyczką do kapusty.
— Jagusia! — zawołał zrównawszy się z nią.
Obejrzała się bacznie i rozeznawszy głos i jego twarz, wychylającą się ze szuwarów, przystanęła trwożnie, nie wiedząc zgoła, co począć, bezradna całkiem i spłoszona.
— Nie poznajesz me807 to? — szepnął gorąco, próbując przejść do niej na drugą stronę. Ale rzeka w tym miejscu była głęboka, choć wąska zaledwie na jakieś parę kroków.
— Jakże, nie poznałabym cię to? — oglądała się lękliwie za siebie na kapuśnisko, kaj808 czerwieniały jakieś kobiety.
— Kajże809 się to kryjesz, że ani sposobu cię uwidzieć?