— To poczekaj... — odwróciła się nagle i poleciała na kapuśnisko.
Patrzył za nią łakomie i przejęły go takie luboście816 i takie płomia817 wzburzyły krew, że gotów był lecieć za nią i brać ją choćby na oczach wszystkich... Ledwie się już pohamował.
— Nic, jeno ta spieka818 tak me819 rozebrała820! — pomyślał rozdziewając się spiesznie do kąpieli.
Przechłodził się galancie821 i jął deliberować822 nad sobą.
— Że to człowiek słaby kiej823 ten paździerz824, bele825 co go poniesie...
Wstyd mu się zrobiło, rozejrzał się, czy aby go kto z nią nie widział, i usilnie rozważał wszystko, co mu o niej powiadali.
— Takaś to ty, jagódko, taka! — myślał ze wzgardą i jakby z żalem, ale naraz przystanął pod jakimś drzewem i stojał826 z przywartymi827 powiekami, bo jawiła mu się na oczach w całej swojej cudności.
— Cheba828 takiej drugiej nie ma na wszystkim829 świecie! — jęknął i strasznie zapragnął jeszcze raz ją widzieć, jeszcze raz ogarnąć ramionami, przycisnąć do serca i napić się z tych warg czerwonych, pić na umór ten miód słodki, pić do dna...
— Jeno ten ostatni razik, Jagusiu! ten ostatni! — szeptał błagalnie, jakby do niej. Długo potem przecierał oczy wodząc nimi po drzewach, nim się pomiarkował i poszedł do kuźni. Michał był sam i właśnie już się zabierał do pługa.
— A strzyma twój wóz takie ciężary? — spytał.