— Bylem jeno miał co kłaść...
— Kiej obiecuję, to jakbyś już miał na wozie.
Antek jął pisać kredą na drzwiach i rachować.
— Jeszczek830 do żniw zarobiłbym ze trzysta złotych! — rzekł radośnie.
— Akuratnie miałbyś na sprawę — ozwał się kowal od niechcenia.
Antek schmurzył się nagle i oczy zaświeciły mu ponuro.
— Zmora ta moja sprawa, co ją wspomnę, to mi wszyćko831 z rąk leci, że nawet żyć się odechciewa...
— Nie dziwota, jeno832 to me833 zastanawia, że się za nijakim poratunkiem jeszcze nie rozglądasz.
— A cóż to poredzę?
— Trzeba by jednak coś zrobić! Jakże, dać się to pod nóż, kiej834 ten cielak rzezakowi835?