— Głową muru nie przebiję! — westchnął boleśnie.

Michał kuł znowu z zajadłością, zaś Antek pogrążył się w niepokojące i strachliwe dumania i takie myśle836 go nawiedzały, jaże837 mienił się na twarzy i zrywał się z miejsca, bezradnie latając oczami po świecie; ale szwagierek dał mu się długo trapić szpiegując go jeno838 chytrymi ślepiami, aż w końcu rzekł cicho:

— Kaźmirz z Modlicy umiał se839 poredzić840...

— Ten, co to uciekł do Hameryki841?

— A ten sam! Mądrala, jucha, przewąchał pismo nosem.

— A bo mu to dowiedły842, że zabił tego strażnika?

— Nie czekał, jaże843 mu dowiedą844! Nie głupi zgnić w kreminale845...

— Łacno846 mu było, kawaler.

— Ratuje się, któren847 musi. Ja cię ta do niczegój848 nie namawiam, abyś nie pomyślał, że mam w tym cosik swojego na widoku, a jeno849 powiedam850, jak to w przypadku robiły drugie851. Jak ci się żywnie podoba, tak zrób. Wojtek Gajda z Wolicy też ano wrócił z kreminału w same świątki. Cóż, dziesięć roków852 toć jeszczek853 nie życie, można przetrzymać...

— Dziesięć roków, Jezus kochany! — jęknął chytając się za głowę.