— A tyle odsiedział w ciężkich robotach, juści, co karwas854 czasu.

— Wszystko gotówem855 przenieść856, bele857 jeno nie siedzenie. Jezus! siedziałem te parę miesięcy, a już me858 się dur chytał859...

— A za trzy niedziele860 byłbyś już za morzami, niech Jankiel powie...

— Strasznie daleko! Jak to iść, wszyćko861 ciepnąć862, ostawić dom, dzieci, ziemię, wieś i w tyli863 świat, na zawdy864! — Zgroza go przejęła.

— Tyla poszło dobrowolnie i ani komu w głowie wracać do tych rajów.

— A mnie nawet pomyśleć o tym straszno!

— Juści865, ale obacz Wojtka i posłuchaj, co rozpowiada o tym kreminale, to cię jeszczek barzej866 zafrasuje! Jakże, chłop ma niespełna czterdzieści roków, a do cna już posiwiał i zgarbaciał, żywą krwią pluje i kulasami867 ledwie powłóczy. Jeno patrzeć, jak pójdzie na księżą oborę868. Ale po co ci gadać, masz swój rozum, to się jego posłuchaj.

Przycichł w porę, zmiarkowawszy, że już w nim posiał niepokój, więc resztę zostawił czasowi, skrycie się jeno869 ciesząc z plonów, jakie spodziewał się zebrać. Ale skończywszy pług ozwał się wesoło:

— Poletę870 tera871 do kupców, a wóz gotuj na jutro, bo woził będziesz. O sprawie nie myśl, nie warto se872 psuć głowy, to ano będzie, co będzie i co Bóg miłosierny pozwoli. Przyjdę do cię wieczorem.

Ale Antek nie zapomniał tak zaraz; połknął te jego przyjacielskie powiadki873 kiej874 ryba przynętę i dławił się nią, darło mu ano wątrobę, jaże875 ledwie się ruchał pod grozą męczących pomyślunków876.