— Nie kupuję kota we worku!
— Lepiej wy znacie wszyćko niźli ja sama! — wyrzekła z przekąsem, rozlewając kawę w garnuszki. — Dominikowa, Jaguś, a chodźcież do kupy! — zawołała na drugą stronę, kaj się obie zawarły.
Obsiedli ławę i popijali, przegryzając chlebem.
Nikto się nie odzywał — nijako było zaczynać, każden się wagował236, oglądając na drugich. Hanka też była dziwnie powściągliwa. Juści, co niewoliła do jadła, przylewając każdemu, ale prawie nie spuszczała oczów z kowala, któren się wiercił na miejscu, śmigał ślepiami po izbie i chrząkał raz po raz. Jagusia siedziała czegoś chmurna i wzdychliwa; oczy miała połyskliwe jakby od niedawnego płaczu, a Dominikowa czapirzyła się kiej kwoka i cosik poszeptywała do niej. Tylko jedna Józka, co ta po swojemu pletła trzy po trzy, zwijając się kole garów, pełnych perkoczących237 ziemniaków.
Dłużyło się już wszystkim, aż pierwszy kowal zaczął:
— Więc jakże zrobimy z działami?
Hanka drgnęła i prostując się, powiedziała spokojnie, snadź po dobrym namyśle:
— A cóż ma być?! Ja tu jeno stróżuję mężowego dobra i stanowić o niczym prawa nie mam. Antek wróci, to się podzielita.
— Kiej tam on wróci, a tak przeciech ostać nie może.
— Ale ostanie! Mogło tak być przez cały czas ojcowej choroby, to może być, póki Antek nie powróci.