Część trzecia. Wiosna

I

Czas był wiosenny o świtaniu.

Kwietniowy dzień dźwigał się leniwie z legowisk mroków i mgieł jako ten parob1, któren legł spracowany, a nie wywczasowawszy2 się do cna, zrywać się ano3 musi nade dniem, by wnetki4 imać się5 pługa i do orki się brać.

Poczynało dnieć.

Ale cichość była jeszcze całkiem drętwa, tyle jeno6, co rosy kapały rzęsiście z drzew pośpionych w mącie7 nieprzejrzanym.

Niebo, kiej8 ta płachta modrawa9, przejęta10 wilgotnością i orosiała11, przecierało się już ździebko12 nad ziemią czarną, głuchą i zgoła13 w mrokach zagubioną.

Mgły niby mleko wzburzone przy udoju zalewały łęgi14 i pola nizinne. Kokoty15 zaczęły piać na wyprzódki16 gdziesik17 po wsiach jeszcze niewidnych18.

Ostatnie gwiazdy gasły kiej oczy śpiączką morzone.

Na wschodzie zaś, jako zarzewie roztlewające19 spod ostygłych popiołów, jęły się rozżarzać zorze czerwone.