Trwoga powiała nad nimi.
— A dyć nie co insze, w imię Ojca i Syna! — krzyknęła Jagustynka, dojrzawszy naraz kupę ziemi wywalonej i dół wielki pod przyciesiami369.
— Podkopali się do ojcowej komory!
— Jama, że konia by przewlókł!
— A zboża pełno w dole.
— Jezu, a może tam jeszcze są zbóje! — zakrzyczała Józka.
Rzucili się na Borynową stronę. Jagusi już nie było, stary ino leżał twarzą do izby. W komorze zaś, zawdy mrocznej, widno było — światło buchało dziurą, że łacno dojrzeli, jako wszystko było pomieszane kiej groch z kapustą. Zboże powysypywane zalegało ziemię razem ze szmatami, pościąganymi z drągów; nawet motki przędzy i wełna leżały potargane i zwichlone. Nie sposób było na razie zmiarkować, czego brakowało.
Ale Hanka od razu pomiarkowała, że to kowalowa być musi robota. Gorąc ją przejął na myśl, iż kiejby się jeden dzień opóźniła, nalazłby pieniądze i zabrał... Nachyliła się nad dołem, kryjąc przed ludźmi kuntentność, a sprawdzając cosik sobie za stanikiem.
— Czy aby nie brak czego w oborze? — rzekła, niby tknięta podejrzeniem.
Na szczęście nic nigdzie nie brakowało.