— Do cna, widzę, zwątleliście; nie do roboty już wama, nie! — rzekła ciszej, rozpatrując jej twarz siną, obrzękłą i dziwnie pokurczoną postać.
Zakłopotała się tym oglądem i strapiła, że nie tylko wyręki mieć z niej nie będzie, ale gotów się jeszcze kłopot nawiązać.
Snadź przeczuła to Agata, bo się lękliwie, przepraszająco ozwała:
— Nie bójcie się, nie będę waju zawalała miejsca ni cisnęła się do miski, nie. Wydychne se ino i pójdę... Chciałam jeno obaczyć wszystkich... Popytać... Ale se pójdę... — Łzy cisnęły się do oczu.
— Nie wyganiam was przeciech, siedźcie, a wola wasza będzie iść, to se pójdziecie...
— A kaj to chłopaki? Pewnikiem w polu z Tomkiem? — zapytała wreszcie.
— To nic nie wiecie? A dyć wszystkie w kreminale!
Agata jeno ręce spletła w niemym krzyku boleści.
— Powiedziała mi już to słowo Jagustynka, jeno uwierzyć nie mogłam.
— Najczystszą prawdę wam rzekła, tak ci jest, tak!