— Wypędzę, Hanuś, i od gap przypilnuję...
Wnet przycichło w izbie; jeno szum drzew dochodził ze dworu i kolebały się ździebko świąty, wiszące u czarnego pułapu.
— Co tam chłopaki robią? — zapytała Hanka po długiej chwili.
— Pietrek orze ziemniaczysko pod górką, a Witek we wałacha378 bronuje zagony pod len na świńskim dołku.
— Mokro tam jeszcze?
— Juści, trepy całkiem więzną, ale po zbronowaniu rychlej przeschnie.
— Nim się też ziemia wygrzeje do siewu, może już wstanę...
— O sobie teraz pamiętajcie, a roboty wama nikto nie ukradnie!
— Wydojone to krowy?
— Samam doiła, bo Jaguś pod oborą szkopki ustawiła i gdziesik poszła.