— Nosi się cięgiem po wsi jak ten pies, że żadnej pomocy ni wyręki. Hale, powiedzcie Kobusowej, że zagony pod kapustę dam i Pietrek gnój od niej wywiezie, i zaorze, ale po cztery dni odrobku z jednego! Przy sadzeniu ziemniaków odrobiłaby połowę, a resztę we żniwo.
— Kozłowa też chciałaby zagon pod len na odrobek.
— Tyla odrobi, co pies napłacze. Niech se kaj indziej szuka, dosyć się łoni naszczekała przed całą wsią na ojca, że ją ukrzywdził.
— Jak wam do upodoby; wasz gront, to i wasza wola! Filipka tu wczoraj podczas waszych rodów zachodziła o ziemniaki.
— Za pieniądze chciała?
— Odrobiłaby. Tam grosza w chałupie nie poświeci, głodem przymierają.
— Z pół korczyka379 do jedzenia zaraz niech weźmie, a potrza jej więcej, to dopiero po sadzeniu, boć nie wiada, wiela ostanie. Przyjdzie Józka, to odmierzy, choć robotnica z Filipki, no! Zbywa jeno...
— A z czego to nabierze mocy? Nie doje, nie dośpi, a co rok rodzi.
— Marnacja, mój Jezu, żniwa jeszcze za górami, a przednówek za progiem.
— Za progiem! W chałupach już siedzi, za brzuchy ściska, że ledwie zipią.