Hanka, choć jeszcze z łóżka, rządziła wszystkim tak zmyślnie i kwardo, że nawet Jaguś musiała z drugimi stawać do roboty. I o wszelkiej rzeczy równą pamięć miała: o lewentarzu, o chorym, kaj orać i co gdzie siać, o dzieciach, gdyż Bylica już od chrzcin nie przychodził — zachorzał pono. Juści, że całe dni leżała w samotności, tyle jeno ludzi widując, co w obiad i wieczorem, albo Dominikową, zaglądającą do niej raz w dzień. Żadna z sąsiadek nie pokazywała się, nawet Magda, a o Rochu to jakby słuch zaginął — jak pojechał wtenczas z proboszczem, tak i nie powrócił. Strasznie mierziło się jej to leżenie, więc aby rychlej ozdrowieć i sił nabrać, nie żałowała sobie tłustego jadła ni jajków, ni mięsa; nawet przykazała zarznąć na rosół kokoszkę, nie nieśną po prawdzie, ale zawdy wartałą ze dwa złote.
Toteż tak prędko zmogła chorobę, że już w Przewody wstała, postanawiając iść na wywód390 do kościoła. Odradzały jej kobiety, ale się uparła i zaraz po sumie poszła z Płoszkową.
Chwiała się jeszcze na nogach i często wspierała na kumie.
— Jaże mi się w głowie kołuje, tak zwiesną pachnie.
— Dzień, dwa i wzwyczaicie się.
— Tydzień dopiero, a zmiany na świecie za cały miesiąc.
— Na bystrym koniu zwiesna jedzie, że nie przegoni.
— Zielono też, mój Jezu, zielono!
Juści, sady wisiały nad ziemią kiej ta chmura zieloności, że ino kominy z niej bielały i dachy się wynosiły. Po gąszczach ptastwo świergotało zapamiętale, dołem zaś od pól ciepły wiater pociągał, aż się burzyły chwasty pod płotami, a staw marszczył się i pręgował.
— Tęgie pąki wzbierają na wiśniach, ino patrzeć kwiatu.