— Marysia Balcerkówna! Nastka Gołębiów! Ulisia sołtysowa! Kłębowa Kasia! Sikorzanka Hanusia! — wołały wszystkie.
— Ho! Ho! Sam ci to kwiat pannowy wyszedł! Widzi mi się, co wam było pilno do parobków, a dziadem musita się kontentować! He?
— A nieprawda! Po ojców wyszlim — zawrzeszczały.
— Loboga, dyć ślepy jezdem, ale nie głuchy! — aż baranicę głębiej nacisnął.
— Powiedziały we wsi, że już idą, tośmy wyleciały naprzeciw!
— A tu nikaj nikogo!
— Jeszczek za wcześnie. Dobrze, by na połednie zdążyli gospodarze, bo chłopaki to może i do wieczora nie ściągną...
— Jakże, razem ich puszczą, to i razem przyjdą!
— A może się w mieście zabawią? Mało to tam pannów? Cóż to im za niewola do waju się śpieszyć? He! He! — przekomarzał się, śmiejący.
— A niech się zabawią! Nikto za nimi nie płacze!