— Wszystkie... Zbójów przecież tak zaraz nie wypuszczą, nie...
Hance aż się w głowie zakotłowało i serce dziw nie pękło z bólu, ale zdzierżyła uderzenie i odchodząc, rzekła mu ze straszną nienawiścią:
— By ci ten psi ozór przyrósł do podniebienia!
Przyśpieszyła kroku, uciekając od jego śmiechu, co jakby kłami chwytał za serce.
Dopiero z ganku obejrzała się na świat.
— Maże się402 i maże... Ciężko będzie z pługiem wyjechać na rolę.
Udawała spokój.
— Ranny deszcz i starej baby taniec niedługo trwają.
— Trza będzie tymczasem sadzić ameryki403 pod motyczkę.
— Kobiet ino patrzeć, spóźniły się bez tę nowinę, ale przyjdą... Byłam u nich z wieczora, wszystkie się obiecały na odrobek.